Dlaczego nadal robisz coś, czego nie znosisz

Wiosną tego roku podjęłam jedną z ważniejszych decyzji w moim życiu. Postanowiłam zrezygnować z pracy na etacie i całkowicie poświęcić się pracy na własnej działalności – czyli w zasadzie zostać tłumaczką języka słowackiego i czeskiego na pełny etat :).

Kiedy zaczęłam opowiadać znajomym o tej decyzji, zwykle spotykałam się z bardzo pozytywnym odzewem, wyrazami podziwu, czasem zazdrości. Zauważyłam jednak, że często dodają przy tym, że też już o czymś takim myśleli, że też by tak chcieli, że w przyszłości zrobiliby podobnie, ALE. Właśnie, po tych wszystkich zachwytach następowało to kluczowe „ale”.

Wymówki były różne: bo nie mam dobrego pomysłu na biznes, bo nie mam takich konkretnych umiejętności jak ty, bo nie wiem jak założyć działalność, bo wydaje się to strasznie skomplikowane, bo mam wrażenie, że wtedy musiałbym pracować od rana do wieczora itd. Cały czas odnosiłam jednak wrażenie, że wszystkie te wymówki, wszystko co następowało po tym nieszczęsnym „ale”, było motywowane jednym, niezwykle hamującym uczuciem, które tak często próbujemy maskować innymi pretekstami – strachem. Strachem przed tym, że się nie uda, że odniosę porażkę, że się upokorzę, że to tylko tzw. „słomiany zapał”, że nie będę mieć pieniędzy, czasu dla siebie, że będzie mi niewygodnie, strachem przed tym, co powiedzą inni – powody do strachu można by mnożyć i mnożyć bez końca.

Nie bój się bać

Strach to bardzo pierwotne uczucie głęboko zakorzenione w ludzkiej naturze. W czasach pierwotnych stanowiło dla ludzi sygnał do walki lub ucieczki, ponieważ oznaczało, że prawdopodobnie ich życie jest zagrożone, bo na przykład zbliża się dzikie zwierzę lub nadchodzi potężna burza. Dziś już nie żyjemy w jaskiniach, mamy bezpieczne domy, czasem nawet otoczone wysokim ogrodzeniem i wyposażone w system alarmowy, do których nikt obcy nie jest w stanie niepostrzeżenie wtargnąć. Żyjemy w dużych miastach, gdzie dzikie zwierzęta możemy oglądać jedynie w zoo, zamknięte w klatkach.      

Dzisiaj jednak strach również ma za zadanie ostrzegać nas przed pewnego rodzaju zagrożeniem, jednak kluczową kwestią jest uświadomienie sobie, że zazwyczaj nie jest to ryzyko posiadające zdolność pozbawienia nas życia lub zdrowia. Tego typu lęk jest raczej sygnałem, że wychodzimy poza swoją strefę komfortu, wkraczamy na nieznane nam tereny, których jeszcze nie mieliśmy okazji zwiedzić.

Często wydaje nam się, że jeśli mamy przed czymś obawy, oznacza to, że w ogóle nie powinniśmy się za to zabierać. Że skoro się boimy, to z pewnością nasze przedsięwzięcie zakończy się porażką. Więc lepiej pozostać w miejscu, w którym jesteśmy teraz, które już świetnie znamy, bo sobie je oswoiliśmy – na przykład tkwić w pracy, której nienawidzimy, w której kompletnie się nie rozwijamy, do której przychodzimy z przymusu, a piątkowe popołudnie, to dla nas święto, bo w perspektywie mamy aż dwa dni wolne od pracy. Wmawiamy sobie, że podejmiemy wyzwanie, dopiero gdy na myśl o nim strach przestanie nas paraliżować. Tyle tylko, że wtedy nie będzie to już dla nas żadnym wyzwaniem – zresztą strach rzadko kiedy znika tak po prostu, sam od siebie.

Prawda jest taka, że kurczowo trzymając się tego, co już znamy, nie rozwijamy się, stoimy w miejscu, nie zdobywamy nowych doświadczeń, nie poszerzamy swoich horyzontów i nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że można inaczej. Zamiast zmienić coś w swoim życiu, narzekamy na swój ciężki los – być może przynosi nam to pewną ulgę, ale zapewne jedynie chwilową. Narzekaniem połączonym z niepodejmowaniem żadnych działań, nazwijmy je „naprawczymi, sami odbieramy sobie coś, co jest niesamowicie ważne w życiu – poczucie własnej sprawczości. Poczucie, że sami możemy kierować swoim losem, że zawsze mamy wybór, zawsze jesteśmy w stanie zadziałać i coś zmienić, że to od nas samych zależy, gdzie będziemy za miesiąc czy za rok. To prawda, że czasem może nam coś nie wyjść, coś może nie pójść po naszej myśli lub po prostu możemy mieć pecha, ale nawet jeśli tak będzie, staniemy się bogatsi – bogatsi o bagaż doświadczeń i wiedzy, którą zdobędziemy podejmując działania inne niż dotychczas.

Więc może warto przestać mówić czy myśleć „To nie dla mnie”, „To dla odważnych ludzi, a nie takich jak ja”, „On miał szczęście, a mi na pewno się nie uda” i zamiast tego wziąć sprawy w swoje ręce. Zmienić pracę, rozpocząć swój biznes, zacząć uczyć się nowego języka, wyruszyć w samotną podróż. Zapewniam, że warto zrobić pierwszy krok jeszcze dzisiaj!

A jakie są Wasze doświadczenia ze strachem? Zrobiliście kiedyś coś pomimo tego, że to uczucie kompletnie rozgościło się w Waszej głowie? Co to było? Chętnie poznam Wasze inspirujące historie – opiszcie je w komentarzach!

A.

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Kamil
Kamil
1 rok temu

Agata! Gratuluję dobrego bloga i odważnych decyzji:) Dla mnie strach jest uczuciem które informuje mnie o tym, że właśnie chyba wychodzę ze strefy komfortu, co zazwyczaj jest pozytywnym zjawiskiem połączonym często z ekscytacją tym, co ma się niedługo wydarzyć. Miałem podobną historię (opisałem ją tu: http://www.zycie-bez-etatu.pl/moja-historia-droga-do-zycia-bez-etatu) , gdzie pomimo strachu powiedziałem sobie że nie chcę już wykonywać nudnej pracy dla kogoś – pracując na jego marzenia a nie swoje. Wiele osób wtedy mnie nie rozumiało, ale ja wiedziałem że to mi się po prostu nie może nie udać;) a przynajmniej że mam większe szanse, niż nadal nie robiąc zupełnie nic.… Czytaj więcej »

Agata
Agata
1 rok temu
Reply to  Kamil

Kamil, bardzo dziękuję za Twój komentarz oraz link do artykułu – pochłonęłam go z ciekawością 😉 Świetnie pokazuje ogrom rozterek, wątpliwości i wysiłku, który włożyłeś w to, aby dojść do miejsca, w którym jesteś teraz. Często widzimy tylko efekt końcowy i nie uświadmiamy sobie, ile autora to musiało kosztować.
Co do Twojego komentarza to tak – dokładnie – mam wrażenie, że często nawet nie uświadamiamy sobie, że to właśnie strach blokuje nas przed podejmowaniem działania, przed zmianą – zamiast przyznania się do własnych lęków wymyślamy masę innych pretekstów, dla których nie robimy tego, co czujemy, że powinniśmy zrobić.